Темный стиль
Сайт: Новости, Приложение, Помощь, Регламент, Политика конфиденциальности, Контакт, Настройка файлов cookie
Обо мне26/08/26 6:06
Drodzy, Drogie i Ci za Darmo
Wiecie, po co zasadniczo są portale typu Datezone?
Do trzech rzeczy:
1)konsumowania treści,
2)dzielenia się materiałami własnej produkcji,
3)nawiązywania znajomości — różnego typu.
Przy czym punkty 1, 2 i 3 mogą się ze sobą mieszać i mogą być przez użytkownika dowolnie modyfikowane.
Tak samo jak zgoda na publikowanie wizerunku osób trzecich czy zgoda na stosunek może zostać w dowolnym momencie cofnięta.
Idąc do sklepu po KRUG-a, większość jednak nie bierze go z półki pod pachę i nie wychodzi w pośpiechu, prawda?
Wiecie, że dokładnie ta sama zasada dotyczy materiałów, które ktoś udostępnia w internecie?
Nie można sobie ich po prostu zajebać, a następnie publikować jako swoich — tym bardziej w miejscach i w sposób, który ma kogoś celowo oczernić.
Między innymi dlatego usunąłem większość znajomych.
A przez te parę lat nauczyłem się tutaj naprawdę dużo.
W sumie różne formy hejtu w tym miejscu też motywowały mnie do różnych działań — filmowych, fotograficznych, związanych z promocją PrEP-u, regularnymi badaniami STI czy promowania dr Kubickiej w części moich materiałów (której niestety już z nami nie ma, ale to właśnie ona jako 1 w Polsce rozpoczęła promocję PrEP, więc gdyby ktoś był 14.09 w okolicach powązek, można się szarpnąć na świeczkę, i wypić kieliszek bąbelków zgodnie z jej ostatnią wolą...)
A sam ten mój cyrk tutaj zaczął się turlać już w 2023 roku, aż doturlałem się teraz do stypendium artystyczno-filmowego w Szwajcarii. :)
Dzięki za wszystkie miłe rozmowy, ciekawe znajomości i za wspieranie mnie — czy dobrym, motywującym słowem, czy komentarzem.
Dzięki też reszcie niedobitków, które pomagają w wolnej chwili dobić do symbolicznych 555 555 serc przed wyjazdem. :)
P.S. A propos seksu.
Bez urazy, ale wypiąć dupę każdy głupi potrafi.
A wystarczy minimalnie zmienić nastawienie.
Zamiast: „zerżnij, zalej, daj obciągnąć” — spróbuj nastawić się na to, żeby dawać więcej, niż oczekujesz.
I paradoksalnie właśnie wtedy często dostaje się dwa razy więcej.
Naturalna dopamina, adrenalina i orgazm za orgazmem potrafią dać znacznie więcej potencjalnej przyjemności niż tona mefki.
Której nie używam od lat, więc mówię przez wieloletnie doświadczenie, a nie chwilowy zryw trzeźwości.
P.S. 2
Po oznakowaniu i dodaniu znaków wodnych część galerii kiedyś udostępnię publicznie.
Nie były przecież publikowane tutaj z ekshibicjonistycznej potrzeby łechtania mojego próżnego ego.
Przede wszystkim była to altruistyczna chęć dzielenia się z Wami przyjemnością.
P.S. 3
Czasami warto być dla siebie nawzajem zwyczajnie dobrym.
To czasami wraca.
Dużo szczęścia i radości.
A jeśli chodzi o moje ADHD i ruch ADHDizm — no cóż.
Teoria Podwójnej Empatii jest terminem, który warto poznać. Krótko i rzeczowo opisana jest choćby na Wikipedii.
Ale dalej mogę z pewną goryczą stwierdzić:
“If I’d known the price of seeing more than others, I would have gouged my own eyes out.”
Duduś.
Drodzy, Drogie i Ci za Darmo
Wiecie, po co zasadniczo są portale typu Datezone?
Do trzech rzeczy:
1)konsumowania treści,
2)dzielenia się materiałami własnej produkcji,
3)nawiązywania znajomości — różnego typu.
Przy czym punkty 1, 2 i 3 mogą się ze sobą mieszać i mogą być przez użytkownika dowolnie modyfikowane.
Tak samo jak zgoda na publikowanie wizerunku osób trzecich czy zgoda na stosunek może zostać w dowolnym momencie cofnięta.
Idąc do sklepu po KRUG-a, większość jednak nie bierze go z półki pod pachę i nie wychodzi w pośpiechu, prawda?
Wiecie, że dokładnie ta sama zasada dotyczy materiałów, które ktoś udostępnia w internecie?
Nie można sobie ich po prostu zajebać, a następnie publikować jako swoich — tym bardziej w miejscach i w sposób, który ma kogoś celowo oczernić.
Między innymi dlatego usunąłem większość znajomych.
A przez te parę lat nauczyłem się tutaj naprawdę dużo.
W sumie różne formy hejtu w tym miejscu też motywowały mnie do różnych działań — filmowych, fotograficznych, związanych z promocją PrEP-u, regularnymi badaniami STI czy promowania dr Kubickiej w części moich materiałów (której niestety już z nami nie ma, ale to właśnie ona jako 1 w Polsce rozpoczęła promocję PrEP, więc gdyby ktoś był 14.09 w okolicach powązek, można się szarpnąć na świeczkę, i wypić kieliszek bąbelków zgodnie z jej ostatnią wolą...)
A sam ten mój cyrk tutaj zaczął się turlać już w 2023 roku, aż doturlałem się teraz do stypendium artystyczno-filmowego w Szwajcarii. :)
Dzięki za wszystkie miłe rozmowy, ciekawe znajomości i za wspieranie mnie — czy dobrym, motywującym słowem, czy komentarzem.
Dzięki też reszcie niedobitków, które pomagają w wolnej chwili dobić do symbolicznych 555 555 serc przed wyjazdem. :)
P.S. A propos seksu.
Bez urazy, ale wypiąć dupę każdy głupi potrafi.
A wystarczy minimalnie zmienić nastawienie.
Zamiast: „zerżnij, zalej, daj obciągnąć” — spróbuj nastawić się na to, żeby dawać więcej, niż oczekujesz.
I paradoksalnie właśnie wtedy często dostaje się dwa razy więcej.
Naturalna dopamina, adrenalina i orgazm za orgazmem potrafią dać znacznie więcej potencjalnej przyjemności niż tona mefki.
Której nie używam od lat, więc mówię przez wieloletnie doświadczenie, a nie chwilowy zryw trzeźwości.
P.S. 2
Po oznakowaniu i dodaniu znaków wodnych część galerii kiedyś udostępnię publicznie.
Nie były przecież publikowane tutaj z ekshibicjonistycznej potrzeby łechtania mojego próżnego ego.
Przede wszystkim była to altruistyczna chęć dzielenia się z Wami przyjemnością.
P.S. 3
Czasami warto być dla siebie nawzajem zwyczajnie dobrym.
To czasami wraca.
Dużo szczęścia i radości.
A jeśli chodzi o moje ADHD i ruch ADHDizm — no cóż.
Teoria Podwójnej Empatii jest terminem, który warto poznać. Krótko i rzeczowo opisana jest choćby na Wikipedii.
Ale dalej mogę z pewną goryczą stwierdzić:
“If I’d known the price of seeing more than others, I would have gouged my own eyes out.”
Duduś.
Я ищу
Лиц пола:Мужчина
Возраст:от24до55лет
Предпочтения
Данные
Имя:Duduś
Язык:Польский
Рост:173 cm
Типаж:Обычное
Знак Зодиака:Терезы
Волосы:Блондин(ка)
Семейное положение:В отношениях
Алкоголь:Мне нравится
Сигареты:Мне нравится
Образование:Высшее
Zurich 29 października 2026, godzina 5:55
Zurych jest zimny.
Nie wiem, czy to kwestia pogody, czy może człowiek przyjeżdża do jednego z najdroższych miast świata z nadzieją, że skoro wszystko tutaj jest tak absurdalnie drogie, to może i jego własne życie nabierze wreszcie jakiejś wartości. Że może wśród tych eleganckich ulic, czystych tramwajów, drogich hoteli i ludzi, którzy wyglądają, jakby nigdy nie musieli zastanawiać się nad ceną śniadania, uda się odnaleźć coś, co dawno temu gdzieś się zgubiło.
Wenę.
Werwę.
Siebie.
Tymczasem jest zimno. Szaro. Niebo przypomina starą, nieupraną pościel, a światło za oknem nie tyle wschodzi, ile z trudem przypomina sobie, że powinno. Miasto wygląda jak piękny facet po nieprzespanej nocy. Nadal jest piękny, ale nie ma ochoty nikomu tego udowadniać.
Od trzech dni praktycznie nie wychodzę z łóżka.
Opłacony hotel, 2 MacBooki z dziesiątkami otwartych kart, finalCutem który ma w roboczych z 300 gb, zeszystami i projekt bookamk “castelli” - i ostatni złamany sklejony super-glue Waterman. Mam mieć spotkania z producentem i kuratorem Mam nawet to nieszczęsne podwójne śniadanie, zamiast gdzieś wyjść, ruszyć się, korzystać - wpierdalam na kolację zimne jajka z bekonem. W nocy zjem może bułkę, przegryzę kiełbasą, która została z rana, i będę mógł powiedzieć, że dzień jakoś się odbył.
Dzień.
To zabawne słowo. W moim przypadku dzień jest ostatnio czymś, co wydarza się poza mną.
Otwieram oczy. Patrzę na sufit. Patrzę na telefon. Patrzę na komputer. Notatnik. Wiem, że powinienem coś zrobić. Wiem nawet, co. Mam pomysły, mam projekty, mam rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały mi się absolutnie niezbędne do życia. Biorę 10 mg deksamfetaminy - później 18 mg methylophenidatu - i nic.
Zurych jest zimny.
Nie wiem, czy to kwestia pogody, czy może człowiek przyjeżdża do jednego z najdroższych miast świata z nadzieją, że skoro wszystko tutaj jest tak absurdalnie drogie, to może i jego własne życie nabierze wreszcie jakiejś wartości. Że może wśród tych eleganckich ulic, czystych tramwajów, drogich hoteli i ludzi, którzy wyglądają, jakby nigdy nie musieli zastanawiać się nad ceną śniadania, uda się odnaleźć coś, co dawno temu gdzieś się zgubiło.
Wenę.
Werwę.
Siebie.
Tymczasem jest zimno. Szaro. Niebo przypomina starą, nieupraną pościel, a światło za oknem nie tyle wschodzi, ile z trudem przypomina sobie, że powinno. Miasto wygląda jak piękny facet po nieprzespanej nocy. Nadal jest piękny, ale nie ma ochoty nikomu tego udowadniać.
Od trzech dni praktycznie nie wychodzę z łóżka.
Opłacony hotel, 2 MacBooki z dziesiątkami otwartych kart, finalCutem który ma w roboczych z 300 gb, zeszystami i projekt bookamk “castelli” - i ostatni złamany sklejony super-glue Waterman. Mam mieć spotkania z producentem i kuratorem Mam nawet to nieszczęsne podwójne śniadanie, zamiast gdzieś wyjść, ruszyć się, korzystać - wpierdalam na kolację zimne jajka z bekonem. W nocy zjem może bułkę, przegryzę kiełbasą, która została z rana, i będę mógł powiedzieć, że dzień jakoś się odbył.
Dzień.
To zabawne słowo. W moim przypadku dzień jest ostatnio czymś, co wydarza się poza mną.
Otwieram oczy. Patrzę na sufit. Patrzę na telefon. Patrzę na komputer. Notatnik. Wiem, że powinienem coś zrobić. Wiem nawet, co. Mam pomysły, mam projekty, mam rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały mi się absolutnie niezbędne do życia. Biorę 10 mg deksamfetaminy - później 18 mg methylophenidatu - i nic.
Nasz Wspólny iCloud był czymś więcej niż chmurą. Był jak dodatkowy pokój, do którego można było wejść nawet wtedy, kiedy nie miało się już klucza do mieszkania.
Można było zobaczyć zdjęcia. Przypomnieć sobie, że kiedyś byliśmy szczęśliwi . Że istniał jakiś świat, w którym nasze rzeczy i nasze życia nie były jeszcze rozdzielone na moje i twoje.
A teraz nawet ten świat powoli przestaje istnieć.
I być może właśnie dlatego tak bardzo boli.
Bo człowiek nie traci tylko tego, co ma.
Traci również dostęp do tego, kim był.
Oddawanie BMW F33 jego żonie było upokarzające.
Nie dlatego, że samochód był szczególnie ważny. Nawet go nie lubiłem. Ale czasami przedmiot staje się symbolem czegoś, czego nie potrafimy nazwać.
I nagle okazuje się, że nie chodzi o samochód.
Chodzi o to, kto ma prawo do ostatniego słowa.
Chodzi o to, kto ma przeprosić.
Chodzi o to, kto ma przyznać, że zniszczył coś, co dla drugiego człowieka było najważniejsze.
I chodzi o to, że czasami człowiek zostaje postawiony w sytuacji, w której ma przeprosić za nie swoje intencje.
Nie wiem, czy to było zamierzone.
Wiem tylko, że takie rzeczy potrafią zostać w człowieku na długo.
Szczególnie kiedy mówi Ci co jest dla niego (i przy okazji dla z Ciebie) najgorsze. Nie wojna, nie awantury, pretensje. To jedno zdanie. „Nienawidzę Cię za to, że przestaję Cię kochać”.
To zdanie jest jak list, którego nie da się ani wyrzucić, ani przeczytać do końca.
Bo co właściwie oznacza?
Że ktoś jeszcze kocha?
Że już nie kocha?
Że nienawidzi?
Że żałuje?
Że chciałby, żeby wszystko było inaczej?
A może że sam nie potrafi już zrozumieć, co się z nim dzieje?
Nie wiem.
Wiem tylko, że kiedy człowiek słyszy coś takiego, zaczyna się zastanawiać, czy można jeszcze coś uratować.
Czy można jeszcze wrócić.
Czy można jeszcze być dla kogoś tym samym człowiekiem, którym było się wczoraj.
I czy w ogóle warto próbować.
Zurych jest zimny.
To nie jest metafora.
Jest naprawdę zimno.
Wychodzę z łóżka, podchodzę do okna i patrzę na miasto, które budzi się do życia. Tramwaje jadą punktualnie. Ludzie idą do pracy. Ktoś niesie kawę. Ktoś rozmawia przez telefon. Ktoś pewnie właśnie podejmuje decyzję, która zmieni jego życie.
A ja stoję w hotelowym pokoju.
I nie potrafię zebrać się pod prysznic, mimo iż wstyd już tak śmierdzieć, wręcz czując ser spod naptela ...
Czasami myślę, że człowiek jest najbardziej samotny właśnie wtedy, kiedy wszystko wokół niego działa.
Kiedy świat nie ma żadnego powodu, żeby się zatrzymać.
Kiedy nikt nie wie, że właśnie przeżywa się coś, co wydaje się końcem wszystkiego.
Kiedy można zamówić śniadanie, zapłacić jeszcze działającą kartą, obejrzeć Netflixa, otworzyć komputer i przez chwilę udawać, że wszystko jest normalne.
A potem wraca ta cisza.
Ta nieznośna, hotelowa cisza.
I człowiek zaczyna rozumieć, że nie zawsze potrzebuje nowego miasta.
Czasami potrzebuje tylko odzyskać dostęp do samego siebie.
Nie wiem, czy dzisiaj spotkam się z producentem.
Nie wiem, czy zobaczę się z kuratorem.
Nie wiem, czy otworzę komputer.
Może napiszę kilka zdań odręcznie. Może zamówię w końcu jakieś wino? Bo jak już nawet chablis sommeliera nie cieszy - to fajnie nie jest... Może obejrzę kolejny odcinek serialu, którego nawet nie będę pamiętał za tydzień.
Może dzisiaj nie wydarzy się nic.
I może właśnie to jest najtrudniejsze do zaakceptowania.
Że życie nie zawsze składa się z wielkich decyzji, wielkich projektów, wielkich miłości i wielkich katastrof.
Czasami składa się z dni, w których człowiek nie potrafi zrobić niczego.
I nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii.
Jest tylko człowiek.
Jego ciało.
Jego głowa.
Jego wspomnienia.
I miasto, które za oknem powoli robi się coraz jaśniejsze.
Można było zobaczyć zdjęcia. Przypomnieć sobie, że kiedyś byliśmy szczęśliwi . Że istniał jakiś świat, w którym nasze rzeczy i nasze życia nie były jeszcze rozdzielone na moje i twoje.
A teraz nawet ten świat powoli przestaje istnieć.
I być może właśnie dlatego tak bardzo boli.
Bo człowiek nie traci tylko tego, co ma.
Traci również dostęp do tego, kim był.
Oddawanie BMW F33 jego żonie było upokarzające.
Nie dlatego, że samochód był szczególnie ważny. Nawet go nie lubiłem. Ale czasami przedmiot staje się symbolem czegoś, czego nie potrafimy nazwać.
I nagle okazuje się, że nie chodzi o samochód.
Chodzi o to, kto ma prawo do ostatniego słowa.
Chodzi o to, kto ma przeprosić.
Chodzi o to, kto ma przyznać, że zniszczył coś, co dla drugiego człowieka było najważniejsze.
I chodzi o to, że czasami człowiek zostaje postawiony w sytuacji, w której ma przeprosić za nie swoje intencje.
Nie wiem, czy to było zamierzone.
Wiem tylko, że takie rzeczy potrafią zostać w człowieku na długo.
Szczególnie kiedy mówi Ci co jest dla niego (i przy okazji dla z Ciebie) najgorsze. Nie wojna, nie awantury, pretensje. To jedno zdanie. „Nienawidzę Cię za to, że przestaję Cię kochać”.
To zdanie jest jak list, którego nie da się ani wyrzucić, ani przeczytać do końca.
Bo co właściwie oznacza?
Że ktoś jeszcze kocha?
Że już nie kocha?
Że nienawidzi?
Że żałuje?
Że chciałby, żeby wszystko było inaczej?
A może że sam nie potrafi już zrozumieć, co się z nim dzieje?
Nie wiem.
Wiem tylko, że kiedy człowiek słyszy coś takiego, zaczyna się zastanawiać, czy można jeszcze coś uratować.
Czy można jeszcze wrócić.
Czy można jeszcze być dla kogoś tym samym człowiekiem, którym było się wczoraj.
I czy w ogóle warto próbować.
Zurych jest zimny.
To nie jest metafora.
Jest naprawdę zimno.
Wychodzę z łóżka, podchodzę do okna i patrzę na miasto, które budzi się do życia. Tramwaje jadą punktualnie. Ludzie idą do pracy. Ktoś niesie kawę. Ktoś rozmawia przez telefon. Ktoś pewnie właśnie podejmuje decyzję, która zmieni jego życie.
A ja stoję w hotelowym pokoju.
I nie potrafię zebrać się pod prysznic, mimo iż wstyd już tak śmierdzieć, wręcz czując ser spod naptela ...
Czasami myślę, że człowiek jest najbardziej samotny właśnie wtedy, kiedy wszystko wokół niego działa.
Kiedy świat nie ma żadnego powodu, żeby się zatrzymać.
Kiedy nikt nie wie, że właśnie przeżywa się coś, co wydaje się końcem wszystkiego.
Kiedy można zamówić śniadanie, zapłacić jeszcze działającą kartą, obejrzeć Netflixa, otworzyć komputer i przez chwilę udawać, że wszystko jest normalne.
A potem wraca ta cisza.
Ta nieznośna, hotelowa cisza.
I człowiek zaczyna rozumieć, że nie zawsze potrzebuje nowego miasta.
Czasami potrzebuje tylko odzyskać dostęp do samego siebie.
Nie wiem, czy dzisiaj spotkam się z producentem.
Nie wiem, czy zobaczę się z kuratorem.
Nie wiem, czy otworzę komputer.
Może napiszę kilka zdań odręcznie. Może zamówię w końcu jakieś wino? Bo jak już nawet chablis sommeliera nie cieszy - to fajnie nie jest... Może obejrzę kolejny odcinek serialu, którego nawet nie będę pamiętał za tydzień.
Może dzisiaj nie wydarzy się nic.
I może właśnie to jest najtrudniejsze do zaakceptowania.
Że życie nie zawsze składa się z wielkich decyzji, wielkich projektów, wielkich miłości i wielkich katastrof.
Czasami składa się z dni, w których człowiek nie potrafi zrobić niczego.
I nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii.
Jest tylko człowiek.
Jego ciało.
Jego głowa.
Jego wspomnienia.
I miasto, które za oknem powoli robi się coraz jaśniejsze.
Все фото и видео видны только авторизованным пользователям.









